U mnie zmiany ....przede wszystkim nowa praca...tak sobie obiecywałam,że już nigdy nie wrócę do hotelarstwa,ale jak widać nie potrafię się od tego uwolnić.Z drugiej strony jaką pracę można mieć w mieście ,które żyje tylko z turystów...Postanowiłam jednak nie zrażać się,chociaż liczyłam na to ,że nie będę musiała więcej pracować w święta i niedziele...a tu nici z tego.....,bo prawie przez połowę świąt będę w hotelu na recepcji:((((((( no ,ale cóż dzisiaj są takie czasy,że trzeba się cieszyć,że wogóle jest praca.Jedyna korzyść z tego jest taka,że pracuję tylko 15 dni w miesiącu z czego połowa to nocki.Zobaczymy co z tego wyjdzie..........
Zamieszczam troszkę zdjęć z tego co zrobiłam przez ostatnie dni,a także dawno dawno temu;)
ńa początek śliczny bałwanek,wykonany przez moją uzdolnioną mamę:*(buziaczki dla Ciebie),który jest częścią corocznej zawieszki na drzwi...niestety jeszcze nie zdążyłam jej zrobić..

Renifer,którego wyhaftowałam dzisiaj na nocnej zmianie,a z którego powstanie serducho.


Obrus,który zaczęłam robić chyba 2 lata temu.Obiecałam sobie ,że dokończę go w tym roku...no zobaczymy.....



Wianek wiszący tymczasem na ścianie,ale chyba będzie ozdobą na stole wigilijnym .

Ha!! a to ocalone kartki, znalezione wśród rzeczy mojego dziadka.Jedną z nich dziadek nawet namalował,ale to pokażę w innym poście.Kartki są słodkie ,niestety troszkę zniszczone,ale dla mnie mają jak zwykle wielką wartość:)


A ten obraz znalazłam robiąć porządki przedświąteczne.....Twórczość własna;) to były piękne czasy,kiedy mój pokój pachniał terpentyną, wszędzie walały się farby olejne,a moim życiem rządziło the Cure


Na koniec nowe życie lampy.Klosz zrobiłam ze starych koronek,wieczorkiem robi fajny klimacik.

Na dzisiaj tyle...brakuje mi weny,chyba ta pierwsza noc w pracy tak na mnie wpłynęła otępiająco.Pozdrawiam wszystkich,którzy zatrzymują się u mnie choć na momencik:)