Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyśleń kilka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyśleń kilka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 marca 2013

A wszystkiemu winna serotonina...

.....wiosna??? Czyżby??? w kalendarzu owszem , ale za oknem niestety nic jej nie zapowiada :( Jest mróz -12 stopni , wieje wiatr a w ogrodzie moje wychodzące tulipanki przykrył znowu śnieg . Tęsknię już za słoneczkiem i ciepełkiem a póki co wiosnę zapraszam do domu kupując masowo kwiaty i wprowadzając wesołe pastelowe kolory . Chociaż w niewielkim stopniu jest to lekarstwo na moją depresję zimową . Diagnozę postawiłam sobie sama , bo konkretnego powodu ,który mógłby wytłumaczyć moje zmęczenie (wręcz lenistwo) ,rozdrażnienie i notoryczny brak snu nie widzę...Szybko zwaliłam to na hormon szczęścia ,którego chyba wogóle nie mam :( Serotonino gdzie jesteś ?!!!!  
W sobotę wróciła nadzieja wraz z promykami słońca i zrobiłam parę zdjęć .













Życzę Wam ( i sobie też ) wysokiego poziomu serotoniny ;)
Pozdrawiam cieplutko
Bożena

niedziela, 6 stycznia 2013

Post Noworoczny

Nowy Rok zaczął się niestety mało optymistycznie :( Dopadła mnie grypa i jestem po raz trzeci w przeciągu dwóch miesięcy na antybiotykach.Właściwie to wcale mnie to nie dziwi,bo niby jak można się wyleczyć chodząc do pracy przez wszystkie kuracje antybiotykowe.Czas chyba najwyższy pomyśleć o sobie,bo nie sądzę,żeby mój pracodawca postawił mi pomnik za poświęcenie,a kasy z tego tytułu też mi nie przybywa.Tutaj pojawia się moje postanowienie noworoczne, bo przecież trzeba je mieć :)....W tym roku stuknie mi 40-stka i postanowiłam zacząć liczyć się ze swoim organizmem,spędzać czas wolny na realizowaniu swoich pasji i marzeń,......aaaaaaa i jeszcze nauczę się asertywności,bo tego mi brakuje w moim życiu :) 

Chorując piję hektolitry herbaty malinowej i czytam książkę,która wreszcie do mnie doleciała od Mimi .Czuć w niej naprawdę powiew "Dobrego  Wiatru":)
Moje choróbsko to nie jedyna wątpliwa "atrakcja" tego roku...... niestety:( Dwa dni temu nasz ośmiomiesięczny bokser miał usuwanego nowotwora.Uszko, na którym było to paskudztwo zostało skrócone o dobre 2 cm.Reszta zależy od wyników histopatologicznych.A tak "Białasek"wygląda z okropnym, plastikowym kołnierzem :(
Za oknem biało,czyżby zima przypomniała sobie o nas??
Zdjęcia dzisiaj takie sobie,bo sił brak i weny twórczej też.



Miłego styczniowego popołudnia,a w Nowym Roku dużo zdrówka,pozytywnego patrzenia na świat i tylko radosnych dni.

Zmykam do łóżka.Buziaki dla wszystkich miłych odwiedzających.  

środa, 31 października 2012

Granatowy Bolesławiec,Dzieci z Bullerbyn ....

Bardzo lubię granatowy szczególnie w mojej kuchni.Zakochałam się w ceramice z  Bolesławca,do mojej chatki chyba pasuje:)?Zakochałam się w niej gdy obejrzałam "Siedlisko".....(i wtedy zrodziło się też marzenie o takim domku na wsi) .Obiecałam sobie,że co miesiąc będę sobie coś kupować.W zeszłym miesiącu do kolekcji dołączył dzbanek.Jest lepszy niż myślałam i herbatka przez długi czas jest gorąca.
Książka jest nabytkiem za całe 10 zł kupiona jako uszkodzona,chociaż do dzisiaj nie potrafię znaleźć "awarii":).Treść świetna jeśli lubicie biografie i kiedyś w dzieciństwie utożsamiałyście się z główną bohaterką "Dzieci z Bullerbyn" Lisą Erikson .....ja tak;) to polecam . Mieszkałam kiedyś dawno temu w bloku(paskudnym zresztą),ale to nie przeszkadzało mi w stworzeniu swojego Bullerbyn.Pamiętacie ten fragment kiedy dzieciaki posyłały sobie wiadomości na sznurku z domu do domu????? Noooo ja właśnie tak korespondowałam z moją koleżanką Kasią,tylko naszemu "Blokowemu" Emilowi (ktoś taki jak Gospodarz domu z Alternatyw 4...hehe..czy taka funkcja jeszcze istnieje????) bardzo się nie podobało i poszedł na skargę do mojej mamy.Zepsuł nam zabawę i okolicznym dzieciakom też,które widząc wiklinowy koszyk przemieszczający się pomiędzy blokami  ganiały od klatki do klatki.Ech....jakie wtedy były proste i śmieszne zabawy.A teksty ????Fujjjj ale świeci słońce.....mmmmmmmmmmm jaki kurz:))))))) na samo wspomnienie tej książki robi mi się weselej.Do dzisiaj oglądamy z Sandrą film na podstawie książki... znamy go chyba na pamięć.Marzy mi się jeszcze zakup reprintu książki.
Kucharkę zrobiła mi mamusia z łyżki drewnianej czyt. warzechy:)
Lord Wader też pozował do zdjęcia,ale tak go denerwowała ta kokardka,że zdjęcie nieudane.
No i..... księżyc mówiący dobranoc i zachód słońca z tego samego okna.








Miłego wieczoru.

wtorek, 2 października 2012

Firanki,transfery i pizza

Będąc szczęśliwą posiadaczką nowej (cichutkiej) maszyny rzuciłam się w wir szycia.Moje umiejętności są na razie bardzo słabe,żeby nie powiedzieć marne,ale nie poddaję się.Ostatnimi czasy powstały nowe firanki kuchenne uczynione z prześcieradła zakupionego w T. za grosze i koronki z miejscowego sklepu o wdzięcznej nazwie "Żeleźniok"....hehe pewnie nie macie pojęcia co to za sklep;)...Centra handlowe wysiadają przy moim wiejskim sklepie.Jeśli czegoś nie ma w okolicznych hipermarketach to napewno jest w Żeleźnioku.Można tam kupić dosłownie wszystko !!!!!!!!!!!!!Nici,podpaski,grabie,cebulki tulipanów,płyn do naczyń na litry (nalewany do peta),gwoździe,zeszyty, piękną ceramikę...i koronki w śmiesznych cenach.No i tam kupiłam koronkę o szerokości 10 cm za 2,00 zł za metr!!!!!! Nie dziwicie się chyba że wzięłam tyle ile było na stanie -tylko 11 m bo to w końcu wiejski sklep i nie nastawiają się na sprzedaż hurtową;).Wracając do firanek...poniżej zamieszczam zdjęcia.Powstał też  lambrekin pomiędzy kuchnią a salonem (czyt.wiejską izbą)Całość ozdobiłam transferami.





Na kolację Darek zrobił pizzę,do której użyliśmy co nieco z domowego ogródka: paprykę i cukinię ze słoja ,którą parę tygodni temu przerobiłam na......ananas.Pycha!Z reszty ciasta zrobiłam drożdżóweczki miniaturowe z tymże "ananasem"






Życzę stosunkowo luźnego tygodnia w pracy;) 

wtorek, 17 listopada 2009

O "bezproduktywnośći" hafcie,decu,serwisach ulubionych

Tydzień zaczął się nieciekawie.....Darek zwichnął nogę i jest uziemiony.Bardzo to skomplikowało nasze życie...ale jakoś sobie musimy dać radę.
Niedawno rozmawialiśmy o ludziach,tych których znamy,a przede wszystkim kto z nich ma zainteresowania...jakiekolwiek...Okazuje się,że mieliśmy wielki problem wymienić dziesięć osób z naszego otoczenia,które mają pasje.Większość z nich uczestniczy w wyścigu szczurów, lub wolą stagnację: 8 godzin w pracy,później telewizor,może spotkanie ze znajomymi i w niedzielę,po kościele spacer.Nie wiem czy brak dodatkowych zajęć wynika z przepracowania,czy z uwielbienia monotonii życia...to nie dla mnie.Ja całe życie pracowałam,często na dwóch etatach i zawsze znalazłam chwilkę,żeby coś wyhaftować,zdekupażować,przerobić,zepsuć (też czasem),przemalować....Usłyszałam kiedyś:"że ci się tak chce......",albo stwierdzenie:"ja nie mam na takie rzeczy czasu.."..od osoby,która non stop pochłania tasiemce.
Smutne to.....
Całe szczęście w moim najbliższym otoczeniu ludzi bawi coś więcej,niż bezproduktywne siedzenie na fotelu..ale o tym innym razem:)
Teraz troszkę zdjęć.


Ten obrazek malował mój dziadek




 Serwis kawowy,który jest pamiątką po mojej babci


Początki mojej przygody z haftem płaskim..warzywnie

Znowu serwetka,a na niej buraczane przetwory


Ha! A to kocham najbardziej!LAWENDA..wazon zrobiłam ,a ceramikę zawdzięczam mamie i siostrze-co chwilę coś nowego mi przybywa.Gdybym mogła(a nie mogę:(,bo muszę się liczyć z opinią domowników) to cały dom byłby lawendowy:)  Ciastka piekłam wczoraj z Sandrą.